Jesteś w:

Formularz wyszukiwania

WŁODZIMIERZ PAWLAK "PARTYTURY DO BALETU SOKRATES"

 

Piotr Majewski
Czy muzykę można namalować?

Na marginesie Partytur do baletu Sokrates Włodzimierza Pawlaka


Czy kiedykolwiek pozwolono płótnu wyśpiewać bardziej kapryśne melodie,
bardziej niezwykły akord z tonów nowych, nieznanych, subtelnych, urzekających?

Charles Baudelaire, Salon 1845


Tytułowe pytanie tylko pozornie brzmi dziwne, skoro pewna liczba artystów i teoretyków sztuki podejmowała się udzielić odpowiedzi twierdzącej. Z pewnością nie można zobaczyć muzyki wprost, tak jak nie można usłyszeć barw. Jednak można zobaczyć pewne elementy charakterystyczne dla struktury działa muzycznego, jak np. rytm. Można wszak zobaczyć rytm kolumn w portyku, co wskazywałoby na to, że romantyczna idea korespondencji sztuk ma podstawy empiryczne.


Obrazy Włodzimierz Pawlaka, składające się na serię kilkudziesięciu prac objętych wspólnym tytułem Partytury do baletu Sokrates, zawierają w sobie pewne motywy muzyczne, a ściśle – zawierają w sobie element charakterystyczny dla zapisu nutowego. Jest to pojawiający się we wszystkich obrazach motyw pięciolinii. Na niej muzyk umieszcza odpowiedniki dźwięków w postaci zapisu nutowego – ten uniwersalny alfabet dla wtajemniczonych, dzięki któremu można odczytać i wykonać każde utrwalone w ten sposób dzieło muzyczne. Tam, gdzie w zapisie nutowym są znaki różnych elementów muzycznych, w obrazach Włodzimierza Pawlaka są barwne plamy. Czy są one znakami dźwięków? Czy raczej ich wyobrażonymi odpowiednikami?


Z pewnością „zapis” malarza nie jest alfabetem konwencjonalnym (jak notacja muzyczna), tylko raczej pozostaje subiektywną kombinacją barw i gestów, za którą kryje się – jak można sądzić – przeżycie muzyczne. Dodajmy, że balet Sokrates faktycznie nie istnieje, albo istnieje tylko w wyobraźni malarza. Jak zatem może spojrzeć muzyk na tego typu zapis? Czy tylko jako na nieprzydatną z punktu widzenia wykonawczego impresję oddającą bliżej nie sprecyzowane echo przeżycia muzycznego? Czy też dla muzyka o zdolnościach improwizacyjnych mogłyby te obrazy-partytury być punktem wyjścia do zabawy z dźwiękowymi strukturami – odpowiednikami tych barwnych kompozycji? I na ile mogłaby tego typu zabawa spełnić intencje partytury?


Rzeczywiste partytury są w pewnym stopniu nieme, ale w pewnym stopniu są intencjonalnie nasycone dźwiękami. Wprawny muzyk odsłuchuje je w myślach bez większego wysiłku, ale jak przełożyć na wrażenia muzyczne partytury Pawlaka? Czy w ogóle jest to możliwe? Tak czy inaczej malarz, nawiązując do pomysłu graficznego zapisu muzyki, który dość burzliwie kształtował się przez długie stulecia, zanim przyjął formę znaną nam dzisiaj, sprawia, że jego obrazy do tego właśnie chcą prowokować.


Notacja muzyczna to – jak głosi definicja – pewien system znaków graficznych odzwierciedlających konstrukcję dzieła muzycznego. Obrazy Pawlaka mogą kojarzyć się zarówno z archaicznymi systemami notacyjnymi, w których pojawiały się znaki pisma nie muzycznego, w tym znaki wielokolorowe, które odzwierciedlały w sposób ogólny schemat utworu, będący podstawą do improwizacji. I przeciwnie, mogą one też kojarzyć się z nowymi formami zapisu (które wystąpiły w muzyce współczesnej w związku z rozwojem nowych technik kompozytorskich, takich jak np. aleatoryzm czy muzyka elektroniczna), a które dążą do utrwalenia i przekazania zjawisk muzycznych wykraczających poza możliwości tradycyjnego zapisu muzycznego. Najbardziej może trafna do porównań byłaby tutaj notacja aleatoryczna, w której kompozytor celowo niedokładnie określa obraz dźwiękowy kompozycji w partyturze, gdyż zakłada współdziałanie przy odtworzeniu utworu muzycznego czynników przypadkowych lub działań losowych. Nawiasem mówiąc, czy artysta nie podpisuje się przy okazji pod tezą, że w zasadzie notacja muzyczna nigdy nie zakłada precyzji wykonawczej i że każde wykonanie jest przebiegiem aleatorycznym?


Ale Włodzimierz Pawlak jest malarzem a nie muzykiem, choć warto podkreślić fakt pasji muzycznej artysty, umiejętność gry na pianinie, jak też nieustanne zasłuchanie artysty w muzyce. Nasuwa się w tym miejscu na myśl skojarzenie z niemal przysłowiowymi le violon d’Ingres – artysta posiada zamiłowanie w kierunku nie uprawianym zawodowo, co jednak pozostaje nie bez wpływu na sposób podejścia do malarstwa. Sądzić można, że w tym cyklu obrazów malarzowi nie chodzi o uchwytną analogię z konkretnym muzycznym systemem notacyjnym, czy to wykorzystującym w przeszłości barwy, czy to eksperymentalnie rozwijanym we współczesności, ale raczej o ogólną sugestię zapisu relacji, napięć, powiązań rozgrywających się w polu obrazowym traktowanym tutaj jako ogólny obraz utworu muzycznego. Obrazy jawią się raczej jako propozycja barwnego i ekspresyjnego kodu abstrakcyjnego do odczytania w kategoriach improwizacji, jedynie w stopniu przybliżonym. Przy czym w poszczególnych obrazach malarz odwołuje się do najogólniejszych cech muzycznej ekspresji. Jedne „partytury” są lekkie, z niewielką ilością znaków – plam barwnych, inne gęstnieją ciężkimi materiami malarskimi, nagromadzeniem barwnych tonów, kumulacją współbrzmień i dysonansów, w jeszcze innych plamy barwne rozlewają się po polu obrazowym, przywołując akustyczne skojarzenie z bardziej gwałtownymi rezultatami brzmieniowymi. Sporo tutaj niekontrolowanych emocji, wydawałoby się spontanicznych wybuchów euforycznej reakcji, której ucieleśnieniem są układy swobodnie traktowanych barwnych plam przypominających momentami niemal ekspresyjne malarstwo gestu, ale, w kontekście konsekwentnie obecnej w tle pięciolinii, wzbudzających skojarzenia dźwiękowe – raczej dynamiczne i bogate w instrumentację, niż spokojne i jednotonowe.


Przy całej umowności i niepewności tego typu porównań, warto zapamiętać poszukiwanie powinowactwa i związków malarsko-muzycznych w kręgu zainteresowań Włodzimierza Pawlaka. Sam autor traktuje te obrazy lżej niż inne – jako kontrapunkt – powstały niejako z potrzeby reakcji na muzykę. To dość – nazwijmy go – prywatny, osobisty zestaw obrazów, których nawiasem mówiąc do tej pory artysta nie wystawiał na osobnej ekspozycji. Ta wystawa odkrywa więc mniej znany obszar zainteresowań współtwórcy Gruppy. Z drugiej strony aktualizuje pytanie o korespondencję sztuk. Świadczy, że idea ta – jedna z najbardziej wyrafinowanych w teorii sztuki, tak ożywiająca malarstwo Delacroix, jak też jego myśl teoretyczną o malarstwie, tak inspirująca Baudelaire’a do nasycania języka krytyki artystycznej terminami muzycznymi – nie wyczerpała się wraz z Kandinsky’m, Klee, czy Mondrianem i jego muzycznymi Boogie-Woogies, tylko pozostaje żywa. Jest żywa tam, gdzie malarska praktyka spotyka się z jej teoretycznym pogłębieniem i czystym umiłowaniem muzyki, a w tym właśnie miejscu – pośród nielicznych już dzisiaj spadkobierców romantycznego parnasu – odnajdujemy Włodzimierza Pawlaka.

 

Piotr Majewski

 

Wystawa organizowana jest w ramach cyklu Ścieżki malarstwa
składającego się na Lekcje z kolekcji – prezentacje 2013.

Kurator: Piotr Majewski
Koordynacja: Zbigniew Sobczuk, współpraca: Joanna Mądra, Łukasz Wiącek
Program edukacyjny: Paulina Zarębska-Denysiuk, Joanna Mądra, Łukasz Wiącek
Realizacja ekspozycji: Jarosław Mitura
Oprawa graficzna: Karol Grzywaczewski, Zbigniew Sobczuk

Lubelskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych
Galeria Lipowa 13, Lublin, ul. Lipowa 13
(CH Plaza, wejście od ul. Obrońców Pokoju)

 

WRÓĆ